Alkomat elektrochemiczny AlcoSense Excel – TEST

Jeśli ktoś czasami pije alkohol i jeździ też samochodem – naturalnym krokiem dla takiej osoby zdaje się być kupno alkomatu. Dzięki temu możliwe jest uzyskanie potwierdzenia, że można usiąść na kierownicą, bez konieczności żmudnej podróży do najbliższego komisariatu policji. Gdy już decyzja o kupnie alkomatu zostanie podjęta, rodzi się pytanie jaki model kupić. Niby jeśli ktoś nie jest „profesjonalnym” imprezowiczem, to wydawanie bardzo dużych pieniędzy na topowe modele może jawić się jako przerost formy nad treścią. Z drugiej jednak strony – jeśli oszczędzi się za bardzo, to można narazić się na zakup urządzenia z mniejszą szansą na miarodajny wynik. A to może skończyć się katastrofą.

Aż tak źle nie jest, ponieważ gdy jakiś czas temu miałem okazję sprawdzać model AlcoSense Elite 3 za 249 zł (co jest mniej więcej dolną granicą za jaką można kupić urządzenie tego typu) – to radziło sobie ono naprawdę solidnie. Nie miało zbyt wielu bajerów, ale z tego co weryfikowałem swoje podstawowe zadanie spełniało bez zarzutu – czyli pokazywało albo czerwonym ekranem, że jechać nie można, albo zielonym, że wszystko jest OK. Teraz producent podesłał mi do sprawdzenia model stojący wyżej w hierarchii – konkretnie Excel, którego cena wynosi 549 zł. „Skoro tańszy działa to po co droższy?” – można spytać. Spójrzmy zatem co więcej dostaje się płacąc więcej.

Przede wszystkim w droższym AlcoSense Excel mamy tutaj inny typ czujnika mierzącego stężenie alkoholu. W przytaczanym tańszym Elite 3 jest to czujnik półprzewodnikowy o powierzchni 28 mm2. Z kolei Excel oferuje czujnik 64 mm2, w dodatku elektrochemiczny, czyli taki który stosuje w swoich alkomatach policja. U służb czujnik jest większy i wydając jeszcze więcej za topowe modele AlcoSense można te parametry w nim osiągnąć – ale dla zwykłych użytkowników raczej aż taka dokładność nie jest niezbędna. Zastosowanie technologii elektrochemicznej samo w sobie wyraźnie poprawia precyzję wskazań. Względem przytaczanego Elite 3 ma być to dwukrotnie większa dokładność. W ramach ciekawostki powiem jeszcze, że wyżej w hierarchii znajduje się wyłącznie czujnik spektrofotometryczny – który jednak przez swoje wymiary i masę wymaga stałego zasilania sieciowego i występuje wyłącznie w urządzeniach stacjonarnych.

Kolejna przewaga droższego modelu to sposób pomiaru. Aby wyniki były możliwie dokładne, alkomat powinien analizować powietrze pochodzące z głębi płuc. Żeby to osiągnąć, najpierw należy wydmuchać około 1 litra „złego” powietrza i dopiero później uzyskuje się „dobre”, które pozwala na maksymalizację wiarygodności pomiaru. W tańszych modelach po prostu dmucha się przez kilka sekund, co u przeciętnego człowieka wystarcza, aby na końcu uzyskać odpowiednie powietrze do badań. Jest to jednak tylko szacunek, że powinno być OK – a każdy organizm jest inny i w konsekwencji też inaczej dmucha. W droższym AlcoSense Excel dopłaca się też za to, że posiada on czujnik analizujący objętość wydychanego powietrza i dopiero gdy przekroczy ono 1 litr, to zaczyna pomiar. Uwzględnia on również temperaturę – zatem szanse na nieprawidłowy pomiar są minimalizowane.

Dokładność pomiaru to największa zaleta droższego urządzenia, ale również sposób obsługi jest w nim lepszy. Chociażby ekran LCD ma tutaj 1,8 cala i metodę wyświetlania jak w telefonach, a nie starych zegarkach gdzie określone komunikaty mają swoje stałe miejsce i albo dany fragment jest podświetlony albo nie. W AlcoSense Excel można dzięki temu np. ustawiać własne limity, przy których ma on nas ostrzegać o zbyt dużym stężeniu alkoholu. Mamy też bardziej rozbudowaną pamięć pomiarów, bo jest ich zapisywanych 24 oraz możliwość aktualizacji oprogramowania przez USB. Szkoda tylko, że mamy tu wciąż Micro USB, a nie USB C. Aby uniknąć zanieczyszczenia sensora, jest on domyślnie schowany w dolnej części obudowy i dopiero przy pomiarze się go odsłania. Tańszy Elite 3 czegoś takiego nie oferuje. Kolejną przewagą jest kształt ustnika – zamiast cienkiej rurki, jest znacznie bardziej solidne rozwiązanie, przypominające to z alkomatów na komisariatach policji.

Jeśli chodzi o samo działanie urządzenia, to nie mam do niego zastrzeżeń. Procedura pomiaru jest intuicyjna i łatwo dzięki komunikatom na ekranie można stwierdzić kiedy trzeba dmuchać, a kiedy jeszcze nie itp. Urządzenie podaje wyniki w formacie ‰BAC, mg/L i kolorystycznie informuje czy można jechać w drogę, czy też nie. Pomiary są w nim spójne i dokładne, do dwóch miejsc po przecinku.

Czy zatem warto kupić droższy alkomat nic tańszy? Tutaj wszystko zależy oczywiście od stanu portfela. Jeśli dla kogoś jednak prawo jazdy jest istotne np. z punktu widzenia zawodowego i faktycznie może sobie taka osoba pozwolić na większy wydatek, a nie będzie się to wiązało z opóźnieniem zakupu aby „dozbierać” o dłuższy czas – to dopłata moim zdaniem może mieć sens. W końcu jest to jednorazowa inwestycja, która zapewnia spokojną głowę kierowcom, którzy też czasami piją alkohol. A jak opisałem powyżej – benefity które dostaje się płacąc 550 zł są wyraźne. Gdyby ktoś chciał, to opcjonalnie za 60 zł dokupić można widoczny na zdjęciach futerał. Dodatkowych 25 ustników kosztuje z kolei 50 zł. 5 jest dołączanych do każdego alkomatu.

Sprzęt można kupić chociażby w sklepie producenta AlcoSense.

Najnowsze teksty

Mazda CX-30 2.0 SkyActiv-X 186 KM – TEST

Mazda CX-30 to jeden z popularniejszych modeli tego producenta w Polsce. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy tutaj do...