Samochody elektryczne – kryzys zweryfikuje ambicje Europy?

Ludność Europy mierzy się obecnie z niewidzialnym na pierwszy rzut oka zagrożeniem, koronawirusem COVID-19. Wraz z drobnoustrojem jednak na horyzoncie majaczy kolejny przeciwnik, który również nie siedzi w czołgu czy nie ma karabinu, więc namacalnie jego obecności nie odczuwamy – kryzys finansowy.

To, że będzie jest praktycznie pewne. Nie da się określić jego skali i skutków, ale nie ulega wątpliwości, że tak zielono w gospodarce przez ostatnie zawirowania w najbliższej przyszłości nie będzie. Czerwień na giełdach i różnych wskaźnikach gospodarczych może również okazać się weryfikacją planów dotyczących zielonych rodzajów transportu.

Ostatnie lata to czas, w którym elektromobilność była odmieniana przez wszystkie przypadki. Brałem niedawno – jeszcze przed całym wirusowym zamieszaniem – udział w konferencji jednej z czołowych marek na polskim rynku. W standardowej sesji pytań i odpowiedzi, na oko 70% czasu poświęconego było tematyce samochodów elektrycznych. Kolejne obostrzenia dla aut spalinowych również miały forsować rozwój motoryzacji na prąd. Dopłaty, rozwój infrastruktury – na eliminację silników spalinowych przeznaczono ogromne pieniądze. Pieniądze, których na takie cele nie brakowało.

Elektromobilność w czasach kryzysu

W sytuacji spowolnienia gospodarczego jednak dostęp do środków robi się ograniczony. Trzeba stawiać sobie racjonalne priorytety, aby jakoś przetrwać na powierzchni. Będą robić tak korporacje, instytucje między narodowe i kraje. I tutaj dochodzimy do kwestii samochodów elektrycznych, które na priorytetowe były kreowane – ale realnie wcale żadnym priorytetem nie są. I nie mówię tutaj o polskich warunkach, ale również o sytuacji z wielu krajów Europy. Na zachodzie infrastruktura do ładowania aut elektrycznych jest znacznie lepsza niż u nas, ale wciąż nie sprawiła ona, że posiadanie „elektryka” jest wygodniejsze niż diesla czy benzyny. Ze względu na zasięg czy długość ładowania.

W Polsce sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Darmowych stacji ładowania jest mało, a jak już są – obłożone są nieraz autami z carsharingu i polowanie na wtyczkę w ogóle przekreśla sens posiadania takiego samochodu na co dzień. Chcąc podłączyć się na jakimś parkingu strzeżonym, zwyczajową odpowiedzią jest odmowa, piętrzenie problemów.

Jest jednak obszar, w przypadku którego każdy kraj jedzie na tym samym wózku – są nim ceny pojazdów elektrycznych. Są one wciąż dramatycznie wyższe, niż spalinowych odpowiedników. Idealnie widać to po modelach, występujących w obu wariantach. Weźmy na przykład takiego Peugeota 208, którego testowałem ostatnio. W wersji GT-Line z silnikiem spalinowym PureTech 130 KM i automatem kosztuje on 95 200 zł. Już jest to duża cena, którą zaakceptują nieliczni. Jest ona jednak niczym w porównaniu do wariantu elektrycznego, który kosztuje 137 100 zł. Za małego, miejskiego hatchbacka. W cenniku praktycznie dowolnego producenta można znaleźć podobną sytuację – kilkadziesiąt tysięcy złotych dopłaty. Za co? Za mniejszy zasięg. Za mniejszą ilość miejsc, gdzie można ten zasięg zwiększyć. Za wydłużony kilkudziesięciokrotnie czas zwiększania wspominanego zasięgu.

To wszystko sprawia, że samochody elektryczne są po prostu fanaberią, która ma sens z zachętami ze strony rządów. Jeśli jednak władze na każdą złotówkę lub euro będą patrzyły kilkukrotnie i będą musiały podejmować trudne decyzje na co je wydać – wiadomo, że elektromobilność nie będzie na szczycie listy priorytetów. A klienci też będą się bardziej zastanawiali, czy bycie „eko” i walka o gniazdko są warte rocznej lub dwuletniej poduszki finansowej. Dlatego jestem bardzo ciekaw, jak ten obszar rozwijać się będzie w trudnych czasach. Czy jednak nie okaże się, że ten zły diesel i tylko trochę mniej zła benzyna, jednak wcale taka demoniczna nie jest.

1 KOMENTARZ

  1. Jakby nie patrzeć nasz kraj po prostu nie jest gotowy na samochody elektryczne. U nas najlepiej wychodzi jazda spalinowymi samochodami. Sam kupiłem z salonu xlv z instalacją lpg. Auto jest do niej dostosowane, dzięki czemu nie muszę się o awarie martwić i tanio tankuje. A cena zakupu też nie była duża, ssangi są bardzo dobra a jednocześnie w przystępnych cenach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Najnowsze teksty

Lexus RX 450h – F-Sport czy Omotenashi. Która wersja jest lepsza?

U niemieckich producentów segmencie premium obowiązują specyficzne zasady. Wydając podstawową kwotę na samochód otrzymuje się niejako stelaż...

Opel Corsa F 1.2 Turbo 130 KM GS Line – TEST

Nowy Opel Corsa to samochód mający naprawdę zadziorny wygląd. Egzemplarz, który dostałem do testów jeszcze podkreślał jego ciekawy styl, za sprawą przynależności...

Skoda Fabia 1.0 TSI 95 KM Style – TEST

Skoda Fabia 3 generacji to samochód, który w dzisiejszych czasach nie wzbudza już większych emocji. W sumie ten model nigdy nie miał...

Opel Astra K 1.2 Turbo 130 KM GS Line – TEST

Piąta generacja Opla Astry, nosząca oznaczenie K, w 2019 roku przeszła lifting. Mnie przypadło pierwszy raz stanąć "twarzą w atrapę chłodnicy" z...

KIA e-Niro 204 KM 64 kWh XL – TEST

KIA e-Niro to samochód elektryczny, który oferowany jest w dwóch wariantach. Bardziej miejskim, mającym baterie o pojemności 39,2 kWh i silnik elektryczny...